Słońce znika za horyzontem. Zrywa się ostry, chłodny wiatr, wiejący przez wapienne łąki East Sussex. Szukasz czegoś, czego nie widać w ciągu dnia.
Pośród ciemności błyska zielone światło. Potem jeszcze jeden. I trzecie.
Jest to rezerwat przyrody Benfield Hill, najstarszy lokalny rezerwat przyrody w Brighton i Hove. Ludzie przychodzą tutaj, gdy chcą zobaczyć kwitnącą populację świetlików bez konieczności kontaktowania się z ogromnymi tłumami turystów. Ekolodzy niedawno naliczyli 60 świecących samic w ciągu zaledwie jednej nocy. Jak na mały kawałek ziemi w pobliżu Hove, to dużo.
Dlaczego te konkretne dziedziny mają tak duże znaczenie?
Ponieważ świetliki wszędzie stają się coraz mniej zauważalne. W dużej części kraju stają się one coraz rzadsze. Głównym powodem jest niszczenie siedlisk. Zmiany klimatyczne zakłócają ich naturalny rytm. A co z zanieczyszczeniem światłem? Dosłownie zagłusza ich blask.
W Benfield Hill zespół wie, co robi. Nie tylko koszą trawę. Pozwalają one na zarośnięcie niektórych obszarów wysoką trawą. Po co? Aby samice świetlików mogły wspiąć się na te łodygi.
Sally Wadsworth prowadzi tutaj grupę Benfield Wildlife and Conservation Group. W wietrzne noce wychodzi na pola, aby szukać tych samych „gwiazd”, co ja.
“Samice podnoszą zad i włączają zielone światło. Wszędzie widać małe, zielone gwiazdki.”
To jest bioluminescencja. Tylko. Skuteczny.
Ale jest niuans. Samice nie mają skrzydeł. Wykluwają się w jednym miejscu i żyją w nim. Jeśli zniszczycie tutejszą populację, zniknie ona na zawsze. Reintrodukcja (powrót gatunku) jest procesem złożonym. Drogi. I rzadko robione poprawnie.
Dlatego ochrona obecnego siedliska świetlików w Benfield Hill jest dosłownie ratunkiem.
Porównaj to z tym, co dzieje się w Hampshire. Na początku tego roku wolontariusze i strażnicy wypróbowali inne podejście w pobliżu Alton. Wypuścili 250 larw. Świetliki sprowadzono z Devon. To było ryzykowne posunięcie.
„Nie do końca rozumiemy, co się stanie” – powiedział reporterom Jan Knowlson. Jest specjalistką ds. różnorodności biologicznej w South Downs. „Miejmy jednak nadzieję, że przeżyją i zaczną się aktywnie rozmnażać”.
To jest eksperyment.
Wracając do Benfielda: tutaj nie eksperymentują z przeprowadzką. Eksperymentują z zarządzaniem terytorium. Różne wysokości trawy. Różne czasy koszenia. Wyniki mówią same za siebie: silna, stabilna populacja gatunku, który powoli znika z mapy kraju.
To działa.
Odsuwasz się od wapiennych łąk i spoglądasz w górę. Niebo jest usiane gwiazdami. Jest ich tu na ziemi jeszcze kilka. Rozpalają się. Wychodzą. Wiatr nadal wieje. Poszukiwania się nie skończyły; po prostu przenosi się do następnego kawałka ciemnej krainy.

























