Wielka satyra nie krzyczy. Ona szepcze. Albo krzyczy, ale z uśmiechem. Najlepsze filmy tego gatunku nie tylko naśmiewają się z tematu; trzymają przed społeczeństwem zniekształcone lustro, dopóki nie rozpoznasz w nim własnego odbicia. To subtelne. To jest ostre. A kiedy to zadziała, film pozostanie w pamięci na długo po napisach końcowych.

Satyra bierze coś znajomego – gatunek, trend polityczny, normę kulturową – i przekręca to. Używając naśladownictwa, eksponuje absurdalność poważnych problemów, serwując żarty, które są jednocześnie aktem oskarżenia. Na tej liście przyjrzymy się dwudziestu najlepszym przykładom krytyki społecznej i politycznej w filmie. Zaczynamy od pozycji 20 do 17.

„Dystrykt 9”: Science fiction jako alegoria apartheidu

Większość filmów satyrycznych to komedie, ponieważ śmiech to najprostszy sposób na obniżenie czujności widzów. Dystrykt 9 (2009) przełamuje ten schemat. Nie ma w nim nic śmiesznego. Jest okrutny. Scenarzysta i reżyser Neill Blomkamp wykorzystuje ramy science fiction, aby przekazać surowy, bezpośredni przekaz na temat apartheidu w Republice Południowej Afryki. Akcja filmu rozgrywa się w Johannesburgu i wiąże inwazję obcych z bardzo realną i mroczną historią segregacji.

Zamiast rasy linią podziału staje się gatunek. Obcy, pogardliwie nazywani „krewetkami”, są przetrzymywani w obozie dla uchodźców. Są postrzegani jako brudni, słabi i obciążający zasoby. Główny bohater, Wikius van der Merwe (Sharlto Copley), zaczyna jako szanowany urzędnik państwowy, którego zadaniem jest eksmisja kosmitów. Nieoczekiwany incydent powoduje, że jego DNA łączy się z ich DNA. Zmienia się nie tylko fizycznie; Spada także jego status społeczny. Film dokładnie dokumentuje, jak szybko ludzie zaczynają znęcać się nad kimś, kto jest etykietowany jako „obcy”.

Film naśladuje stylistykę filmu dokumentalnego. Jeśli zastąpisz kosmitów mniejszością rasową, elementy science fiction znikną. Pozostaje mrożący krew w żyłach obraz ludzkiego okrucieństwa. To pokazuje, że filmy satyryczne mogą być przerażające, jeśli zbyt blisko odzwierciedlają rzeczywistość.

„Atak na blok”: Bohaterowie śródmiejskich przeciw stereotypom

Attack the Block (2011) to film kultowy, który dla wielu przeszedł niezauważony, pomimo zapoczątkowania karier Johna Boyegi i Jodie Whittaker. Boyega poprowadził kontynuację trylogii Gwiezdnych Wojen, a Whittaker został 13. Doktorem w Doctor Who. Ale dziedzictwo filmu to nie tylko gwiazdorska obsada. To mądra brytyjska satyra społeczna w reżyserii Joe Cornisha.

Z pozoru to horror science-fiction. Gang nastolatków z południowego Londynu walczy z najeźdźcami z kosmosu. Jeśli pogrzebiesz głębiej, znajdziesz komentarz na temat tego, jak społeczeństwo postrzega młodzież z miejskich slumsów. Te dzieci są uważane za prześladowców. Są odrzucani jako zdezorientowani chłopcy próbujący znaleźć swoje miejsce. Jednak gdy obcy atakują, to oni są na tyle odważni, aby bronić swojego obszaru. Stają się bohaterami.

Satyra nasila się, gdy na miejsce przyjeżdża policja. Nie widzą obcych. Widzą „przestępców”. Aresztują niewłaściwych ludzi, ślepi na realne zagrożenie. Jest to krytyka tego, jak organy ścigania często ignorują kontekst społeczności, które patrolują. Film łączy w sobie przerażające, włochate stworzenia z poważnym spojrzeniem na życie nastolatków, tworząc wyjątkową mieszankę horroru i realizmu społecznego.

„Borat”: obnażanie amerykańskiej hipokryzji

Pełny tytuł filmu to „Borat: osiągnięcia kulturalne Ameryki dla chwalebnego narodu Kazachstanu”. Wszyscy skracają to do „Borat”. Alter ego Sachy Barona Cohena udaje naiwnego kazachskiego dziennikarza wysłanego w celu dokumentowania amerykańskiej kultury. Żart skierowany jest zarówno do widzów, jak i do bohaterów filmu.

Coney nigdy nie łamie charakteru. To oddanie postaci pozwala mu odsłonić najbrudniejsze zakątki Stanów Zjednoczonych. Podkreśla rasizm, seksizm i zdumiewający brak zdrowego rozsądku spotykanych ludzi. Ale jest jeszcze jedna warstwa. Wielu Amerykanów jest skłonnych mu pomóc. Pokazują mu „dobrą” część swojego kraju. Ta dwoistość kpi z hojności przeciętnego obywatela wraz z jego uprzedzeniami.

Film jest także satyrą emitowaną w telewizji reality show. Umieszczając Coeny’ego w rzeczywistych sytuacjach z niczego niepodejrzewającymi wspólnikami, film pokazuje, jak łatwo ludzie bawią się przed kamerą. Żarty idą za daleko. Reakcje są prawdziwe. Niewygodne jest spojrzenie na to, co ludzie są skłonni powiedzieć i zrobić, gdy myślą, że nikt ich nie ocenia.

„Uciekaj”: horror liberalnego rasizmu

Jordan Peele jest znany jako komik. Zasłynął dzięki programowi Mad TV i duetowi Key & Peele. Dlatego też, gdy w 2017 roku ukazał się film Get Out, wielu postrzegało go jedynie jako stylowy horror. Łatwo było przeoczyć satyrę, jeśli się jej nie szukało. Ale wątki rasowe były oczywiste dla każdego, kto zwracał na to uwagę.

Peele odwraca trop „czarny facet zawsze umiera w horrorach”. Zamiast tego tworzy koszmar, w którym bogaci biali liberałowie ścigają czarnych ludzi. Armytages nie nienawidzą Czarnych. Fetyszyzują je. Sprzedają młodych czarnych mężczyzn do przeszczepów umysłów. Chcą swoich ciał ze względu na cechy fizyczne – lepsze oczy, chłodniejsze włosy, lepszą kondycję. Główny bohater, Chris Washington (Daniel Kaluuya), zostaje kupiony specjalnie ze względu na swój talent fotograficzny.

Film stopniowo buduje napięcie. Chris denerwuje się spotkaniem z rodziną swojej białej dziewczyny. Przekonuje się, że ostrzegała ich, że jest czarny. Rutynowe zatrzymanie samochodu przez miejscowego funkcjonariusza uwydatnia ciągły niepokój związany z byciem czarnym w Ameryce. Później białe postacie bezczelnie komplementują Obamę. Wydają się przyjacielscy, ale ich pochwały są protekcjonalne. To ujawnia głęboko zakorzenioną arogancję.

Get Out wykorzystuje horror do krytyki ostentacyjnego sojuszu liberalnej elity. Pokazuje, że nie każdy rasizm jest jawną nienawiścią. Czasem jest to chęć konsumpcji i zastąpienia. Satyra uderza głęboko, ponieważ odzwierciedla rzeczywistość, w której czerń jest ceniona ze względu na jej użyteczność, ale nigdy nie jest szanowana ze względu na jej człowieczeństwo.

Lista jest długa. Przed nami więcej filmów, które pokażą nam, jak humor i horror mogą ujawnić prawdy, które wolelibyśmy ignorować.

Jak „Rzeczy, które robimy w cieniu” są satyrą na współczesne wampiry

Chcesz jednocześnie satyryzować mroczną intensywność Wywiadu z wampirem, melodramat dla nastolatków „Zmierzch” i chaotyczną rzeczywistość współczesnego życia? Dokładnie to zrobili Jeremiah Clement i Taika Waititi. W rezultacie powstał film Co robimy w cieniu (2014). Fabuła skupia się na czterech wampirzych sąsiadach z Nowej Zelandii, którzy próbują zachować swoje starożytne tradycje, jednocześnie radząc sobie z hasłami Wi-Fi i zasadami spółdzielni mieszkaniowych.

Film bezlitośnie burzy stereotypy gatunkowe. Bez zwalniania nawiązuje do Buffy: Postrach wampirów, Blade i The Lost Boys. Doskonale wykorzystuje formę mocumentary (próbnego dokumentu). Bohaterowie patrzą bezpośrednio w obiektyw aparatu. Fikcyjna ekipa filmowa wpada w kłopoty nawet na balu maskowym wypełnionym zombie i czarownicami. Nie ma tu żadnego wulgarnego humoru. Nie ma odrażającej, krwawej groteski. Tylko dobre wyczucie czasu i suchy humor. Są to oczywiście krwiożerczy zabójcy. Ale są też społecznie niezręczni i głęboko niefajni. Ten kontrast sprawił, że film stał się kultowym hitem w 2014 roku. W 2019 roku powstał telewizyjny spin-off z nową obsadą.

Dlaczego „Wywiad” stał się burzą polityczną

Jeśli szukasz filmów, które wywołały prawdziwe problemy geopolityczne, na szczycie listy znajduje się Wywiad (2014). James Franco i Seth Rogen wcielają się w dziennikarzy zatrudnionych do przeprowadzenia wywiadu z Kim Dzong-unem. Następnie CIA wynajmuje ich, aby go zabili. Rząd Korei Północnej nie był zadowolony. Groziło przemocą. Media w Korei Północnej ostro skrytykowały projekt.

Premiera kinowa została zablokowana. Wkroczył Netflix. Film został udostępniony bezpośrednio na ich platformie streamingowej. Wcześniej wyciekł on nielegalnie do Internetu i został pobrany przez miliony ludzi. Film zachowuje się jak ostra satyra polityczna. Nawiązuje także do filmów szpiegowskich z lat 60. i 70. XX wieku. Z perspektywy czasu jego znaczenie tylko wzrosło.

Zdobycie statusu kultowego w „Office Plankton”

Office Plankton (1999) to ostateczna satyra na harówkę od 9 do 17. Mike Judge napisał i wyreżyserował film. Często jest niedoceniany, ale jego twórczość jest mądra, zabawna i boleśnie prawdziwa. Film skupia się na pracownikach IT. Odbiło się to szerokim echem wśród pracowników biurowych na całym świecie. Ron Livingston, Jennifer Aniston, Gary Kohl i Stephen Root zapewniają znakomite kreacje.

Film nie był hitem kasowym. Zarobił 12,2 miliona dolarów przy budżecie wynoszącym 10 milionów dolarów. Krytycy ocenili go pozytywnie. Sprzedaż domowych nagrań wideo utrzymała tę pozycję przy życiu. Stał się ulubieńcem kultowym. Jeśli kiedykolwiek siedziałeś w sześcianie, znasz ten film. Nie bez powodu jest to nowoczesny klasyk.

Kontrowersyjny sukces „Fight Clubu”

Na podstawie powieści Chucka Palahniuka Fight Club (1999) z Bradem Pittem i Edwardem Nortonem. Ich dynamika jest elektryzująca. Norton gra narratora. W samolocie spotyka Tylera Durdena. Tyler jest charyzmatyczny, ale antymaterialistyczny. Ich hipermęska komunikacja doprowadziła do powstania klubu o tej samej nazwie.

Film atakuje kulturę konsumpcyjną. Kwestionuje branding stylu życia. Dekonstruuje męskość. Norton często burzy czwartą ścianę. Zwraca się do nas. Studio było niezadowolone z wyników kasowych. Krytycy byli podzieleni w swoich opiniach. Był to jeden z najgłośniejszych filmów 1999 roku. Z czasem nastawienie do niego uległo zmianie. Obecnie jest powszechnie chwalony za grę aktorską, reżyserię i tematykę.

Kung Fu Panda (pierwotnie Kung Fu Hustle) przeciwstawia się oczekiwaniom gatunku

Kung Fu Hustle (2004) to niezwykle zabawny film. Bandyci w Chinach lat 40. tańczą w ścisłym szyku. Dzierżą topory i strzelają z karabinów maszynowych Thompson. Wszystko to dzieje się z muzyką „Ballroom Blitz”. Akcja jest przesadzona. Ciała latają. Kończyny pękają. Przedmioty rozlatują się. Film jest satyrą na kwestie polityczne i społeczne, a jednocześnie parodiuje sam gatunek kung fu.

Roger Ebert porównał to do spotkania Jackie Chana z Busterem Keatonem, wyreżyserowanego przez Quentina Tarantino i animowanego przez Królika Bugsa. To jest dokładne porównanie. Stephen Chow stworzył coś zupełnie dziwnego. Film zaskakująco dobrze odniósł sukces w Ameryce Północnej. Zajmuje dziesiąte miejsce na liście najbardziej dochodowych filmów nieanglojęzycznych wszechczasów. Był to także najbardziej dochodowy film nieanglojęzyczny 2005 roku.

Simon Pegg i Nick Frost prowadzą szarżę w „Hot Shots”.

Nie można mówić o mocnych komediach akcji, nie wspominając o Hot Shots. To satyra na gatunek filmów o kumplach policjantach z 2007 roku, ale także hołd złożony przesadnym filmom akcji autorstwa znanych reżyserów, takich jak Michael Bay. Wyobraźcie sobie eksplozje w zwolnionym tempie, rozbłysk obiektywu i całkowity brak logiki. Fabuła jest dość prosta: dwóch niedopasowanych brytyjskich policjantów podejmuje się rozwiązania serii dziwnych, dziwacznych morderstw w małej angielskiej wiosce.

W rolach głównych występują Simon Pegg i Nick Frost, a chemia między nimi jest elektryzująca. Doskonale się uzupełniają, dając widzowi niesamowicie zabawne interakcje od początku do końca. Scenarzysta/reżyser Edgar Wright („Baby Drive”) steruje kamerą z mistrzowską precyzją. Po swoim debiucie fabularnym, horrorze Śmierć na pogrzebie, Hot Shots stał się sukcesem zarówno krytycznym, jak i kasowym. Scenariusz jest inteligentny i dynamiczny. Choreografie scen akcji są opracowane z fachową starannością. Minęło ponad dziesięć lat, a film nadal trzyma swój poziom.

Polityka marionetkowa w filmie „Team America: World Police”

Jeśli spodobały Ci się kontrowersje wokół Wywiadu, prawdopodobnie spodoba Ci się Team America: World Police. Ten film z 2004 roku przedstawia północnokoreańskiego dyktatora jako głównego złoczyńcę. Inspiracją dla filmu był serial telewizyjny Tornado z lat 60. XX wieku, w którym zamiast ludzkich aktorów używano lalek do opowiadania minidramatów szpiegowskich, które podobały się zarówno dzieciom, jak i dorosłym.

Film jest zjadliwą satyrą na amerykańskie społeczeństwo, kulturę i naturę władzy. Wyśmiewa kult stylu nad treścią. Rzuca także okiem na filmy wysokobudżetowe i ich stereotypy, ze szczególnym uwzględnieniem globalnych implikacji polityki USA. Już sam nagłówek stanowi atak na krajową i międzynarodową krytykę dotyczącą tego, że polityka zagraniczna USA często próbuje jednostronnie „nadzorować świat”.

Film odniósł umiarkowany sukces kasowy i otrzymał w większości pozytywne recenzje. Na Rotten Tomatoes, Team America: World Police ma wskaźnik akceptacji na poziomie 77%. Zgoda? Albo cię obrazi, albo rozśmieszy. Prawdopodobnie oba. Pozostaje to niezły kawałek satyry, który wydaje się dziś jeszcze bardziej aktualny niż w 2004 roku.

Mistrzostwo PR w filmie „Dzięki za palenie”

Aaron Eckhart gra Nicka w komedii satyrycznej „Dzięki za palenie” z 2005 roku. Jest dyrektorem PR (ekspertem w manipulowaniu opinią publiczną) Akademii Badań Tytoniowych, instytutu utworzonego przez wielkie koncerny tytoniowe w celu odwracania uwagi od problemów zdrowotnych. Stawka jest wysoka, ponieważ spada liczba palących nastolatków. Oryginalny Marlboro Man, grany przez Sama Elliotta, umiera na raka. Liberalny senator, grany przez Williama H. ​​Macy’ego, prowadzi kampanię na rzecz umieszczania naklejek z czaszką i skrzyżowanymi skrzyżowanymi kośćmi na opakowaniach papierosów.

Akademia zrobi wszystko, co w jej mocy, aby ludzie nadal palili. Film podkreśla absurdalność zachowań społeczno-politycznych na początku XXI wieku. Charakteryzuje się fantastyczną obsadą. Maria Bello, Adam Brody, Katie Holmes, Rob Lowe, J.K. Simmons i Robert Duvall pojawiają się w rolach drugoplanowych. Film zarobił w kasie niecałe 40 milionów dolarów, ale został dobrze przyjęty przez krytyków. Jest to mądry kawałek kina i jedna z najlepszych satyr komediowych wydanych od dziesięcioleci.

Dystopijna przyszłość w filmie „Idiokracja”

Idiokracja, wydana w 2006 roku, opowiada historię dwojga ludzi, którzy biorą udział w tajnym eksperymencie wojskowym mającym na celu hibernację ludzi. Budzą się 500 lat później w dystopijnym społeczeństwie. Antyintelektualizm i komercjalizm wyparły intelektualną ciekawość, społeczną odpowiedzialność i spójne idee dotyczące sprawiedliwości i praw człowieka.

To kolejny ukryty klejnot Mike’a Judge’a. Film w satyryczny sposób przedstawia przesadną wersję Ameryki, w której wszyscy, łącznie z ustawodawcami i urzędnikami rządowymi, są kompletnymi idiotami. Ethan Cohen, który wraz z Juddem napisał scenariusz, zauważył niedawno, że świat Idiokracji stał się zbyt realny. „Nigdy nie spodziewałem się, że „Idiokracja” stanie się dokumentem” – powiedział Cohen.

Terry Crews daje niezapomnianą kreację jako Dwayne Elizondo, prezes Mountain Dew, Herbert Camacho. Film nigdy nie doczekał się szerokiej dystrybucji kinowej. Zamiast tego w kolejnych latach zyskał szerokie grono odbiorców. Pomimo braku początkowej sławy, warto poszukać Idiokracji. Służy jako niezwykle dokładny obraz przyszłości.

Demaskowanie branży w filmie „Splash Fever”

Ben Stiller, Jack Black, Robert Downey Jr., Jay Baruchel i Brandon T. Jackson występują w filmie Gorączka dżungli (2008). Przedstawiają grupę aktorów diw kręcących kosztowny film o wojnie w Wietnamie. Postać grana przez Bena Stillera, Tugg Speedman, to zepsuta gwiazda akcji udająca się do Azji Południowo-Wschodniej, aby nakręcić największy film wojenny, jaki kiedykolwiek powstał.

Na początku zdjęć ekipa nieoczekiwanie trafia do Złotego Trójkąta, siedziby twardego gangu producentów heroiny. Muszą stać się prawdziwymi żołnierzami. Absurdalne założenie stanowi tło dla satyrycznego demaskowania branży filmowej. W szczególności ma na celu wykorzystanie znanych aktorów do wzbudzenia współczucia po prostu jako środka pochwały.

Atak na ugruntowane praktyki Hollywood jest przemyślany i zabawny. Krytycy ogólnie chwalili postacie, fabułę, fałszywe zwiastuny i występy Stillera, Downeya, Blacka i Toma Cruise’a. Jednak film był krytykowany za satyryczne przedstawienie osób z niepełnosprawnością intelektualną i użycie czarnego makijażu. Pozostaje złożonym przedstawicielem gatunku.

6. WALL-E (2008)

WALL-E wytwórni Disney-Pixar nie jest rażącą satyrą. Na pierwszy rzut oka jest to słodka historia miłosna pomiędzy dwoma robotami. Ale przyjrzyj się bliżej. Planeta Ziemia to po prostu góra śmieci. Dziesięciolecia zaniedbań zamieniły znany nam dom w pustkowie. Ludzie uciekli statkami kosmicznymi. Mijają wieki. WALL-E pozostaje. Sprząta śmieci. Czeka na powrót ludzi.

Pozostałe osoby uległy zmianie. Przytyli. Są leniwi. Pływają na swoich krzesłach. Całymi dniami jedzą, piją i patrzą w ekrany. Nie wymaga wysiłku. Automatyzacja robi wszystko. Film wyolbrzymia ten nadmiar. Pokazuje przyszłość, w której odpady są jedyną stałą.

Czy to było ostrzeżenie? A może tylko prognoza?

Krytycy to pokochali. Publiczność także. Dochód ze sprzedaży biletów przekroczył 530 milionów dolarów. Otrzymał nominację do Oscara w kategorii najlepszy film animowany. Przesłanie ekologiczne jest jasne. Historia jest głęboka. Nie chodzi tylko o uroczego robota szukającego miłości. Chodzi o to, co po sobie zostawiamy.

5. Samolot! (1980)

Filmy katastroficzne były popularne w latach 60. i 70. XX wieku. Seria filmów „Lotnisko” zarobiła mnóstwo pieniędzy. Airport ’79 był tak kiczowaty, że reklamowano go jako komedię. To spowodowało przejście do filmu Samolot!

Fabuła oparta jest na filmie Godzina zero (1957), poważnym dramacie. Ale „Samolot!” nie było z nim prawie nic wspólnego, z wyjątkiem zwrotów akcji. To była parodia gatunku. Film napisali i wyreżyserowali David i Jerry Zucker. Współscenarzysta Jima Abrahamsa. W rolach głównych Robert Hayes i Julie Hagerty. Leslie Nielsen skradła sceny. W filmie występują także Robert Stack, Lloyd Bridges, Peter Graves, Kareem Abdul-Jabbar i Lorna Patterson.

Humor jest surrealistyczny. Szybka farsa fizyki. Wizualne kalambury. Żarty słowne. Dźwięk śmigła samolotu odrzutowego. Dlaczego nie? To jest absurdalne. To jest śmieszne. I to wciąż zabawne, prawie czterdzieści lat później. Będziesz zachwycony.

4. Sieć (1976)

„Network” ukazał się ponad czterdzieści lat temu. To jest satyra polityczna. Ale teraz wydaje się to bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Dzisiejsza sytuacja polityczna pokrywa się z przewidywaniami filmu. Scenariusz napisał Paddy Chayefsky. Wyreżyserowane przez Sidneya Lumeta.

Fabuła dotyczy fikcyjnej firmy telewizyjnej UBS. Walczą o przetrwanie. Ocena spada. Ważne jest, aby były istotne. Film przewidywał, dokąd pójdzie branża mediów informacyjnych. Pokazał zwrot w stronę sensacji. W rolach głównych Faye Dunaway, William Holden, Peter Finch i Robert Duvall. Wesley Eddy, Ned Beatty i Beatrice Straight zagrali role drugoplanowe.

Krytycy chwalili film. W 2007 roku Amerykański Instytut Filmowy umieścił go na 64. miejscu na liście 100 największych filmów amerykańskich. To wspaniały film. Nie możesz tego przegapić. Często jednak zostaje przyćmiona przez filmy znajdujące się wyżej na takich listach. Jednak jego wgląd w manipulację mediami jest bystry. I dokładne.

3. Doktor Strangelove, czyli jak przestałem się bać i pokochałem bombę (1964)

Stanley Kubrick dał nam jedną z największych satyr politycznych 1964 roku. To czarna komedia. Satyruje strach przed wojną nuklearną podczas zimnej wojny. USA i ZSRR wisiały na włosku. Z Peterem Sellersem i Georgem C. Scottem. Sterling Hayden, Keenan Wynn i Slim Pickens uzupełniają obsadę.

Sprzedawcy odgrywali trzy role. Oficer wymiany brytyjskich sił powietrznych. Prezydent Stanów Zjednoczonych. I Doktor Strangelove. Główny bohater. Ekspert ds. wojny nuklearnej przykuty do wózka inwalidzkiego. Były nazista. Kradnie każdą scenę.

Szalony generał Sił Powietrznych zarządza atak nuklearny na Związek Radziecki. Prezydent i jego doradcy wpadają w panikę. Próbują odwołać zamachowców. Nie mogą tego zrobić. Film uznawany jest za jeden z najwspanialszych w historii. Jest wpisany do Krajowego Rejestru Filmów. Jest pełen cytatów. “Panowie, nie możecie tu walczyć! To jest sala wojenna!

2. To jest Spinal Tap (1984)

Ten mockument opowiada o fikcyjnym brytyjskim zespole rockowym Spinal Tap. Muzycy są niesamowici. Nie zdają sobie sprawy, jacy są zabawni. Znajdują się w absurdalnych sytuacjach. Każda scena zapada w pamięć.

Nawet ci, którzy nie widzieli filmu, wiedzą o wzmacniaczu, który sięga do 11. Nie 10. Ale do 11. Albo o koncercie, podczas którego mali ludzie tańczą wokół miniaturowego Stonehenge.

Film naśmiewa się z zachowań zespołów rockowych. Wyśmiewa muzyczne twierdzenia. Naśmiewa się z rockowych filmów dokumentalnych, takich jak „Gimme Shelter”, „The Song Remains the Same” i „The Last Waltz”. Duża część dialogów była improwizowana. W efekcie nakręcono kilkadziesiąt godzin materiału filmowego.

Film został wydany i zebrał letnie recenzje krytyków. Ale publiczność to doceniła. Satyra była genialna. Szybko stał się ulubieńcem kultowym.

Czarny szeryf, który zrujnował gatunek westernu

Mel Brooks nie tylko nakręcił komedię w 1974 roku. Stworzył granat owinięty w kowbojski kapelusz. Blazing Saddles (Wściekłe psy) to film, który bardziej przypomina interwencję w zbiorowe sumienie Hollywood niż rozrywkę. Został wyreżyserowany i napisany przez samego Brooksa, a w rolach głównych wystąpili Cleon Little i Gene Wilder, dla których takie role w kinie głównego nurtu wydawały się wówczas niemal niemożliwe.

Fabuła jest zwodniczo prosta i w tym właśnie tkwi zwykle niebezpieczeństwo. Harvey Cornman gra Hedleya LaMarra, skorumpowaną prokuratora generalnego z uchem do kłopotów i jeszcze gorszym węchem. Chce zniszczyć idylliczne (i całkowicie białe) miasteczko Rock Ridge. Jego decyzja? Mianuj pierwszego czarnego szeryfa na Zachodzie. Jego logika jest wypaczona, ale zrozumiała: miasto odrzuci tego człowieka, miasto się rozpadnie, a Lamarr będzie mógł kupić ziemię za grosze.

Na scenę wchodzi Bart.

Bart, grany przez Cleona Little, jest kimś więcej niż tylko pracownikiem kolei szukającym pracy. To bystry, politycznie mądry siłacz żywiołów. Zamiast załamać się pod naporem rasizmu w Rock Ridge, Bart wywraca miasto do góry nogami. Staje się najbardziej irytującym i skutecznym przeciwnikiem Lamarra. Satyra jest tutaj ostra jak ostrze. Skierowany jest przeciwko mitowi amerykańskiego Zachodu, przeciwko jego wysterylizowanej wersji narzucanej widzom, demaskując rasizm, który gatunek ten zazwyczaj przemilcza lub idealizuje.

Film nie tylko zarobił pieniądze. Złożył oświadczenie. Po premierze został ciepło przyjęty przez krytykę i otrzymał trzy nominacje do Oscara. Ale jego dziedzictwo sięga głębiej niż tylko nagrody. W 2006 r. interweniowała Biblioteka Kongresu. Uznała Płonące Siodła za ważne kulturowo, historycznie i estetycznie. Film został wpisany do Krajowego Rejestru Filmów w celu konserwacji.

Dlaczego jest to ważne teraz? Ponieważ mity, które zniszczył, nadal są odtwarzane. Film pozostaje punktem odniesienia dla gatunku satyrycznej komedii westernowej, udowadniając, że można się śmiać, jednocześnie demontując dziesięciolecia hollywoodzkiej propagandy. To nie tylko klasyk. To niezbędny klasyk.

Miasto Rock Ridge mogło zniknąć. Specyficzne uprzedzenia lat 70. ewoluowały, choć uparcie. Ale pytanie, które zadaje Blazing Saddles – kto ma prawo opowiedzieć historię i kto może być bohaterem – tak naprawdę nigdy nie znika. Bartek wygrywa. Miasto się zmienia. Ale system? System w dalszym ciągu szuka sposobów na wyznaczenie kolejnego szeryfa, którym będzie mógł zarządzać.

попередня статтяDlaczego Timothy Hutton pozostaje najmłodszym zdobywcą Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego