Leo Sowerby był nie tylko kompozytorem. Był mostem. Urodzony w Grape Rapids w stanie Michigan w 1895 roku, był świadkiem radykalnych zmian w sposobie postrzegania muzyki sakralnej przez Amerykanów. Jego twórczość nie wpisywała się po prostu w tradycje XIX wieku i nie dążyła do zanurzenia się na oślep w modernizm. Poszło prosto na środek.

Zmarł w Port Clinton w stanie Ohio w 1968 roku, pozostawiając po sobie dziedzictwo, które definiuje szczególną erę amerykańskiej muzyki kościelnej. Jeśli szukasz kogoś, kto ukształtował to przejście od hymnów w starym stylu do nowoczesnych harmonii, to nazwisko, które musisz znać, to Sowerby.

Pionier Nagrody Rzymskiej

Początki kariery Sowerby’ego nie były typowe. Studiował w Chicago, ale wyjechał także do Rzymu, aby rozwijać swoje talenty. Dlaczego? Ponieważ został pierwszym Amerykaninem, który zdobył prestiżową nagrodę Prix de Rome. Ta nagroda nie tylko pokryła koszty jego podróży. To ona zapoczątkowała jego karierę.

Wrócił do Stanów Zjednoczonych z dużym ciężarem odpowiedzialności. Od 1925 do 1962 wykładał kompozycję i teorię muzyki w Amerykańskim Konserwatorium Muzycznym w Chicago. To prawie cztery dekady kształtowania innych muzyków.

Ale nauczanie nie było jego jedyną pracą. Od 1927 do 1962 pełnił funkcję organisty w kościele św. Jakuba. Budynek znany jest obecnie jako Katedra św. Jakuba, ale wtedy był to po prostu jego miejsce pracy. Wiedział, że pracuje w sanktuarium. Wiedział, co sprawiło, że zgromadzenie podniosło głowy.

Przywództwo i nowoczesne harmonie

W 1962 przeprowadził się. Został dyrektorem College of Church Musicians w Waszyngtonie. Choć nie zerwał z Kościołem episkopalnym, pozostał ściśle związany z Katedrą Narodową.

Jego styl? Słychać to szczegółowo. Sowerby miał dar do melodii. Ale nie pisał prostych melodii. Połączył je z nowoczesnymi harmoniami. To była złożona muzyka, która wciąż wydawała się łatwa do zaśpiewania. Była przystępna, a jednocześnie wyrafinowana.

Jego Kantyk słońca na chór i orkiestrę (1944) zdobył w 1946 Nagrodę Pulitzera.

Ta praca nie była przypadkowa. Opiera się na kantyku św. Franciszka w tłumaczeniu Matthew Arnolda. Połączenie tekstu i muzyki trafiło w sedno. To przyniosło mu nagrodę Pulitzera. To nie tylko zwycięstwo. To potwierdzenie słuszności jego unikalnego podejścia do sakralnego brzmienia.

Więcej niż tylko hymny

Ludzie często sprowadzają kompozytorów kościelnych do śpiewników. Sowerby odrzucił to ograniczenie. Jego dziedzictwo orkiestrowe było ogromne. Napisał cztery symfonie. Liczą się tu daty: 1921, 1927, 1940 i 1947. Każda z nich stanowi krok naprzód w jego myśleniu.

Pisał także poematy symfoniczne. Uderzającym przykładem jest Prairie (Prairie, 1929). Oddaje dźwiękowo szeroko otwarte przestrzenie Ameryki. To nie jest abstrakcja. To dosłowny pejzaż malowany smyczkami i instrumentami dętymi.

W jego repertuarze znalazła się także muzyka kameralna. Jego katalog uzupełniały koncerty na fortepian, wiolonczelę i organy. On nie

попередня статтяFranz Schubert: skromne początki geniuszu
наступна статтяWarstwa ozonowa a zmiany klimatyczne: dlaczego ich mieszanie podważa globalny postęp